BoJack Horseman – recenzja

BoJack Horseman

Co do zasady telewizja w dzisiejszych czasach ma dwa główne cele – dostarczać informacji oraz dostarczać rozrywki. Skupiając się na tym drugim, należy stwierdzić że nie wszystkie powstające programy zawierają optymistyczne przesłanie, rozśmieszają nas, czy po prostu poprawiają nasz nastrój. Jednym z seriali, który wyraźnie wyłamuje się z tego celu jest „BoJack Horseman”.

Wielką zaletą animacji jest brak ograniczeń. Wielu rzeczy po prostu nie da się zrobić w formie filmu czy serialu aktorskiego. I „BoJack Horseman” z pewnością jest taką produkcją, której nikt nie mógłby sobie wyobrazić w innej formie. Głównym bohaterem jest tu bowiem koń, który jak mówi końcowa piosenka „był kiedyś częścią bardzo popularnego serialu telewizyjnego”, a teraz ze wszystkich sił stara się być relewantny i nie chce by ludzie o nim zapomnieli.

Trzy sezony serialu za nami, a w drodze na ekrany tabletów, komputerów i telewizorów jest już czwarta odsłona animacji Netflixa. Każda seria składa się z 12 odcinków i skupia się wokół ważnych wydarzeń w karierze głównego bohatera – najpierw BoJack wojuje z autobiografią, następnie bierze udział w swoim wymarzonym projekcie, a ostatnio walczył o Oscarową nominację. Pierwszy sezon kręci się przede wszystkim wokół tytułowego bohatera, z kolei w drugim nacisk został w równym stopniu rozłożony na pozostałe postacie, by w trzeciej serii znów bardziej skupić się na BoJacku.

Oprócz BoJacka, imprezującego, upijającego się, a nawet nie stroniącemu od narkotyków głównego bohatera, pojawia się tu cała paleta kolorowych postaci, które każdemu zapadną w pamięć. Jest więc Todd, który od dobrych pięciu lat kima u BoJacka na kanapie i gotowy jest zanudzić nas wszystkich na śmierć swoimi niedorzecznymi pomysłami. Jest też Princess Carolyn, kotka będąca agentką tytułowego bohatera, która ratuje go z wszelkich opresji i jest nastawiona na osiągnięcie wielkiego sukcesu w Hollywood. Pojawia się także Diane, „ghost writer” która bierze się za napisanie wcześnie wspomnianej biografii oraz jej chłopak Peanutbutter, bardzo energetyczny labrador, który zaraża swoim entuzjazmem wszystkich prócz BoJacka.

Jeszcze nigdy nie widziałem tak autodestrukcyjnego bohatera jak BoJack Horseman. Z wierzchu serial może być komedią, ale tak naprawdę traktuje o bardzo poważnych problemach jakimi są uzależnienie, depresja, a nawet śmierć. Główny bohater nie napawa nikogo optymizmem, a show powinien zainspirować się  ”Serią niefortunnych zdarzeń” – ta historia nie może skończyć się dobrze. Każda kolejna osoba, która staje na drodze BoJacka, wprowadza w jego życie zamęt i choć z początku wszystko może zmierzać we właściwym kierunku, to zazwyczaj podejmuje on błędne decyzje. Ale ta jego wadliwość przyciąga, bo sami chcielibyśmy wiedzieć, że wszystko może skończyć się dobrze, bo jeśli głównemu bohaterowi się uda, to czemu nam miałoby się nie powieść?

Sukces serialu nie mógłby być możliwy, gdyby nie głosy które ożywiły wszystkie barwne postacie jakie pojawiły się przez te trzy sezony. Na początku wymienić trzeba Willa Arnetta, który swoim głębokim i nierzadko ochrypłym tonem nadaje bohaterowi powagi oraz doświadczenia, w końcu ciężko stwierdzić ile lat ma koń tylko.  Do tego Amy Sedaris jako Carolyn oraz Alison Brie wcielająca się m. in. w Diane, które nadają odgrywanym postaciom indywidualności. Na koniec wspomnieć muszę również o Aaronie Paulu, który użyczył swego głosu Toddowi i zrobił to w taki sposób, że z początku nawet nie zorientowałem się, że to on. Wszystkie głosy są na swoim miejscu i przyczyniają się do tego także Paul F. Tompkins czy Adam Conover. Wśród gościnnych występów usłyszycie J. K. Simmonsa, Angelę Bassett czy Pattona Oswalta.

Ale polska wersja językowa wcale nie odstaje od oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Dzięki Jakubowi Wieczorkowi w głosie BoJacka usłyszałem jeszcze większy smutek i chęć wyrwania się z niego, a Paweł Ciołkosz zrobił z Peanutbuttera prawdziwą perełkę. Podobnie rzecz się ma w przypadku reszty obsady, w której skład wchodzą m. in. Maciej Nawrocki, Anna Sroka czy Lidia Sadowa. Netflix jak do tej pory jeszcze mnie nie zawiódł w kwestii dubbingu swoich programów i wszyscy powinni brać z nich przykład.

Twórcy, opowiadając historię używają różnych metod. Często oglądamy retrospekcje, które zostały skonstruowane w taki sposób, że czasem widzowi może się wydawać że przegapił coś z poprzedniego odcinka i dopiero po chwili orientujemy się, że to tylko przeszłość BoJacka. Wiele razy fabuła odcinków odnosi się do oglądanych przez głównego bohatera fragmentów „Rozbrykanych”, sitcomu którego był gwiazdą i który cały czas rozpamiętuje.

Ktoś może zapytać „Po co mam to w ogóle oglądać, skoro to taki dołujący serial?”. Odpowiem zatem, że warto nie tylko ze względu na świetne, często ironiczne dialogi, sytuacje z życia wzięte czy te bardziej nieprawdopodobne, od czapy, ale także dlatego że obejrzycie tu podróż, nie tylko BoJacka lecz również pozostałych bohaterów. Podróż, którą wszyscy przeżywamy choć zazwyczaj w bardziej przyziemny, poważny sposób. Wszyscy walczymy ze swoimi demonami i nie inaczej rzecz się ma z BoJackiem. Tylko w tym przypadku wykonanie stoi na najwyższym poziomie i ciężko oderwać oczy nawet od najgorszych wydarzeń, a to jest chyba najlepszym dowodem na to, że mamy do czynienia z serialem jednym na milion.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>