X-Men Legacy vol. 1 Prodigal – recenzja

X-Men Legacy vol. 1: Prodigal

W tym roku niekwestionowanym zwycięzcą w kategorii „najlepszy serial na motywach komiksu” jest dla mnie „Legion”. Jego telewizyjna odsłona nieco, a może nawet bardzo, różni się od tej prosto z historii obrazkowych Marvela. Dobitnie świadczy o tym „X-Men Legacy vol. 1: Prodigal”.

O Legionie dowiedziałem się stosunkowo późno, bo właśnie wraz z premierą serialu. Stąd pojawiła się potrzeba uzupełnienia wiedzy na jego temat i ciężko będzie znaleźć lepszą pozycję, od której można dziś zacząć przygodę z tą szaloną postacią, od wspomnianego tomu serii „X-Men Legacy”.

Już sam początek jest co najmniej dziwny. Przyglądamy się ogromnemu więzieniu, które zdaje się znajdować w bardzo obskurnym i nieziemskim miejscu. Postaci jest co nie miara, a niejedna z nich chce się uwolnić. Nikt nie jest jednak w stanie podołać pilnującemu ich strażnikowi.

Dosyć szybko przenosimy się w zupełnie inne miejsce, gdzieś w Himalajach. Tam natrafiamy na rozmowę głównego bohatera z kimś w rodzaju jego psychologa. Okazuje się, że główny bohater, David Haller znajduje się w schronieniu dla mutantów posiadających psychiczne umiejętności zwanych Neuronautami. Legion czuje się tam spełniony i pomaga innym.

Chwilę później następuje pierwszy z wielu zwrotów akcji, gdy okazuje się, że więzienie które oglądaliśmy na pierwszych stronach komiksu, tak naprawdę znajduje się w głowie Hallera, a wszyscy skazańcy stanowią cząstki jego umysłu i przedstawiają niezliczone możliwości, którymi może on dysponować. Zapanowanie nad nimi wszystkimi jest jednak nie lada sztuką, a ta nie zawsze udaje się Legionowi.

Bohater traci kontrolę, X-Meni uważają go za zagrożenie i chcą nad nim zapanować, a on sam chce pomóc dwójce dzieciaków , które wbrew swojej woli przebywają z japońską mafią. Pojawia się także wątek Ruth, nowej członkini grupy mutantów Charlesa Xaviera, który ma ważniejsze znaczenie dla fabuły niż by się to mogło z początku wydawać.

„Prodigal” eksploduje kolorami, postaciami i nieoczekiwanymi wydarzeniami. Za zakręconą historię odpowiada Simon Spurrier, brytyjski autor znany m. in. z wielu zeszytów „Sędziego Dredda”. O warstwę wizualną zadbali z kolei Tan Eng Huat, Jorge Molina (rysownicy), Craig Yeung, Norman Lee, Walden Wong (atramentyści) oraz koloryści, Jose Villarrubia i Rachelle Rosenberg.

Komiks dostępny jest na naszym rynku w odrobinkę wygórowanej cenie 69,90 zł. Głównym tego powodem jest jednak fakt, że nie ma jeszcze jego polskiej wersji językowej. Wydaje mi się, że podstawowa znajomość języka angielskiego w zupełności wystarczy, żeby zrozumieć przedstawioną w nim historię, w szczególności biorąc pod uwagę fakt, że główny bohater wypowiada się bardzo swobodnym, często potocznym językiem.

Zdolności Legiona sprzyjają wielu pomysłowym walkom i sposobom na uśmiercenie przeciwnika. Pojedynki na super-moce, to jednak nie wszystko co komiks ma do zaoferowania. Akcja postępuje bardzo szybko i co chwilę przeskakujemy między różnymi lokacjami. Nie wybija to jednak czytelnika z rytmu, wręcz przeciwnie, napędza do dalszego czytania.

„Prodigal” z pewnością nie jest najciekawszą historią opowiedzianą w serii „X-Men Legacy”, ale ma wszelkie elementy niezbędne do przykucia uwagi komiksowych maniaków i wciągnięcia ich w tej zakręcony świat. Nowe twarze bardzo dobrze mieszają się ze znanymi postaciami z uniwersum, historia zaskakuje, a kolorowe, żywe obrazy pobudzą wyobraźnię każdego czytelnika. Lepszego wprowadzenia w skomplikowany świat Davida Hallera nie znajdziecie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>