„Boruto: Naruto Next Generations” – pierwsze wrażenia

Boruto Naruto Next Generations

Jedną z najbardziej popularnych mang, a co za tym idzie także anime, XXI w. był „Naruto”. Opowieść o chłopaku, który chciał zostać najsilniejszym ninja w swojej wiosce zajęła 72 tomy i została rozłożona na dwie animacje – „Naruto” i „Naruto: Shippuden”. 18 lat na wizji, kilkanaście filmów kinowych, mnóstwo gier i gadżetów później, a świat stworzony przez Masashiego Kishimoto wkracza w nowy etap.

Mogłoby się wydawać, że „Naruto” to już historia kompletna i niczego więcej jej ani nam do szczęścia nie potrzeba. Ktoś miał jednak inny pomysł i w ten sposób narodził się „Boruto: Naruto Next Generations”. Zakończenie mangi, na które złożyło się przedstawienie kolejnej generacji młodych ninja na czele z synem Naruto trąciło . Nie byłoby to dla mnie żadnym zaskoczeniem, gdyby taka sytuacja miała miejsce co najmniej kilka lat po zakończeniu serializacji, ale najwidoczniej trudniej było się rozstać z franczyzą niż fanom.

W sierpniu 2015 r. mieliśmy pierwszy przedsmak tego co nas czeka, gdy na ekrany kin wszedł „Boruto: Naruto the Movie”. Następnie w maju 2016 r. w Weekly Shonen Jump rozpoczęła swój żywot manga „Boruto: Naruto Next Generations”, a w końcu 5 kwietnia br. została on zaadaptowana jako anime. Sam pomysł wydał mi się bardzo sceptyczny, szczególnie, że zakończenie przygód blondwłosego ninja nie usatysfakcjonowało mnie kompletnie, ale postanowiłem dać szansę najnowszej animacji studia Pierrot.

Na pierwszy rzut oka Boruto bardzo przypomina swojego ojca. Z wyglądu, to taka jego odświeżona wersja. Wychował się on jednak w zupełnie innych okolicznościach, mając przy sobie kochającą rodzinę, ale po kim odziedziczył charakter, można stwierdzić już w ciągu kilku minut pierwszego odcinka.

Boruto pcha się w tarapaty. Czasem robi to w dobrym celu, aby pomóc swojemu koledze, a czasem chce po prostu coś udowodnić, np. że chłopcy są lepsi od dziewczyn. Nie da się ukryć, że serial jest skierowany raczej do młodszej części widowni, gdyż oglądamy jak główny bohater i jego przyjaciele szkolą się w Akademii ninja. Z kolei „Naruto” rozpoczął się w momencie ukończenia tego etapu edukacji. Wydarzenia z serialu poprzedzają zatem wydarzenia z mangi, które po pewnym czasie zapewne pojawią się na szklanym ekranie.

Oprócz Boruto, spotykamy całą rzeszę bohaterów, a większość z nich to po prostu dzieci postaci, które poznaliśmy w poprzednich seriach. Można powiedzieć, że autorzy się nie wysilili, gdyż większość z nich przypomina swoich rodziców jak choćby Shikadai (syn Shikamaru i Temari) czy Metal Lee (syn Rocka Lee i Tenten), ale tak było już od samego początku. W końcu Naruto bardzo przypomina Minato, w zasadzie wszyscy mężczyźni z klanu Hyuga są do siebie bardzo podobni. Wygląd nie powinien jednak stanowić przeszkody w oglądaniu przygód Boruto i spółki.

Cóż można powiedzieć o fabule? Anime rozpoczyna się podobnie jak manga. Widzimy, że Wioska Ukrytego Liścia jest całkowicie zniszczona, a na jej gruzach pojedynek toczą dojrzały Boruto oraz niejaki Kawaki, który stwierdza, że czas shinobi już przeminął. Po chwili wracamy jednak do przeszłości i obserwujemy drogę, najwidoczniej bardzo długą, jaką główny bohater przejdzie.

Do tej pory ukazały się dopiero cztery odcinki serii, ale już można zauważyć pewien schemat. W każdym z nich Boruto wpada w tarapaty by potem wyciągnąć z nich pewną lekcję. Na razie anime rozkręca się powoli, podobnie zresztą jak to miało miejsce w przypadku „Naruto”, więc przyjdzie nam jeszcze poczekać trochę czasu, żeby dostrzec kierunek w jakim zmierza choć pewna zła aura i ukryte zdolności bohatera zdążyły się już zamanifestować.

Muzyka jest wg mnie zdecydowanie lepsza niż w przypadku „Naruto: Shippuden”. Słychać tu nawiązanie do oryginalnej serii, ale jednocześnie ścieżka dźwiękowa zachowuje oryginalność i świeżość oraz energiczność.

Nie uraczycie tu póki co mnóstwa walk, co z pewnością zasmuci niejednego z fanów. W końcu to jeszcze dzieciaki, a nie prawdziwi shinobi. Zobaczycie jednak kilka spektakularnych akcji i ukochane „Cieniste Klon-Jutsu”. Pewne rzeczy się nie zmieniają.

„Boruto: Naruto Next Generations” oglądam bardziej w oczekiwaniu na to co się wydarzy w przyszłości, niż ze względu na fabułę kolejnych odcinków. Są one solidne, ale nie powalają na kolana swoją oryginalnością. Marka „Naruto” robi jednak swoje. Sam fakt, że co tydzień można obejrzeć swoich ulubionych bohaterów z poprzednich seriali, już jako dorosłe, nierzadko odmienione osoby, powoduje że nie sposób przejść obok nowej produkcji obojętnie. Myślę, że warto dać szansę Boruto, tak jak kiedyś daliśmy szansę Naruto.

Jedno przemyślenie na temat “„Boruto: Naruto Next Generations” – pierwsze wrażenia”

Odpowiedz na „~mlodziutkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>