Doctor Strange (DVD) – recenzja

Doctor Strange

Sporo czasu minęło od ostatniego widowiska studia Marvel. Właśnie do kin wchodzą wielce wyczekiwani „Strażniczy Galaktyki 2”, ale to nie wszystko czym fani mogą się w tej chwili nacieszyć. Na DVD i Blu-Ray trafił bowiem w końcu naczelny czarodziej MCU, a więc czas sobie przypomnieć czym nas oczarował.

„Doctor Strange” przedstawił nam kolejne odcienie tego niesamowitego kinowego uniwersum. Magia na stale zawitała do naszego życia za sprawą Scotta Derricksona i jedynego w swoim rodzaju Benedicta Cumberbatcha.

Stephen Strange to światowej klasy neurochirurg. Przy tym bardzo pewny siebie i nieco arogancki. Najtrudniejszy uraz potrafiłby zoperować na ślepo. Jego przeświadczenie o nadzwyczajnej inteligencji i umiejętnościach prowadzi jednak do nieszczęśliwego wypadku. Strange prawdopodobnie już nigdy nie odzyska pełni władzy w dłoniach.

Doktor chwyta się wszelkich sposobów, aby znów móc operować i to ostatecznie doprowadza go do Katmandu, gdzie film nabiera szybszego tempa. Od tego momentu możecie nacieszyć swoje oczy typowymi marvelowskimi fajerwerkami – magia, humor no i oczywiście walka.

Kandydatów do roli tytułowego bohatera było wiele, ale po obejrzeniu filmu ciężko wyobrazić sobie w niej kogoś innego niż Benedicta Cumberbatcha. Ani śladu brytyjskiego akcentu, arogancja i wiara we własne możliwości na poziomie Tony’ego Starka i świetna chemia ze wszystkimi postaciami. Czego chcieć więcej?

Anglik, to jednak nie jedyna gwiazda. Ciekawie został sportretowany „Ancient One” jako kobieta! Wiele było kontrowersji w związku z tematem zmiany koloru skóry czy płci komiksowych bohaterów, ale Tilda Swinton chyba najlepiej przekonała wszystkich, że liczy się po prostu dobry występ, a ten jej się udał. Czuć mistycyzm i spokój prawdziwego mistrza, a i w scenach walki aktorka (oraz jej kaskaderka) wymiata.

Jest także aktor o najtrudniejszym do wymówienia nazwisku w Hollywood, Chiwetel Ejiofor jako (jeszcze nie baron) Mordo, który pomaga Strange’owi, wprowadza go w zupełnie nowe okoliczności i towarzyszy mu w walce z „wielkim złym”, czyli Kaeciliusem.

A skoro już o nim mowa, to wciela się w niego Mads Mikkelsen, specjalista od przedstawiania czarnych charakterów. I tutaj także idzie mu naprawdę nieźle, ale problem z tymi postaciami w filmie Marvela jest taki, że mają zdecydowanie mniej czasu by przekonać widza o swoich niecnych planach i niewłaściwym podejściu do życia. Zostało to jednak zrekompensowane pojawieniem się kogoś o wiele „większego”, więc nie ma powodu do narzekań.

Integralnym elementem produkcji Marvela są efekty specjalne. Z pewnością długo namyślano się w jaki sposób ukazać możliwości przeinaczania rzeczywistości, wywracania wszystkiego do góry nogami i okazjonalnie przyprawić widza o wymioty (szczególnie w 3D). Rezultat przekracza wszelkie oczekiwania, a najlepiej świadczą o tym już same zwiastuny oraz kampania promocyjna filmu.

Wspomnieć trzeba również o muzyce. Odpowiada za nią Michael Giacchingo, zdobywca Oscara w kategorii najlepsza muzyka oryginalna za „Odlot”, a więc facet, który zna się na rzeczy. Przez film przelewają się dźwięki stanowiące idealną mieszankę patosu, pobudzanej do życia wyobraźni oraz otwieranej przed widzem tajemniczy. Gdy bohater staje przed wyzwaniem, gdy dochodzi do epickiego pojedynku, gdy przychodzi czas na żarty, zawczasu o tym usłyszycie.

W moje ręce trafiło wydanie DVD i nie mam mu nic do zarzucenia prócz jednej rzeczy. Oprócz zwiastuna „Strażników Galaktyki”, na płycie nie znalazły się żadne dodatki! Z pewnością ten brak został uzupełniony na Blu-Ray, ale nadal, jak sądzę, większość osób korzysta ze starszej technologii. Co zaś się tyczy polskiej wersji językowej, to do wyboru macie tradycyjnie dubbing lub napisy. Uwierzcie mi, że żadna nie zawodzi.

„Doctor Strange”, to po „Ant-Manie” kolejna nowość, kolejny kierunek studia Marvel, który udaje się okiełznać. Nie wiem jak to robią, że nie zdarzają im się wpadki, ale z ręką na sercu polecam wam film Scotta Derricksona. Nie dość, że jest tu wszystko co najlepsze w uniwersum, czyli humor, przygoda i supermoce z domieszką realizmu, to i tak wydaje się to nowe i oryginalne. Jeśli wydaje się wam, że Disney już was niczym nie zaskoczy, za rogiem czeka was niespodzianka. Taką niespodzianką jest właśnie „Doctor Strange”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>