Bayern odpada na własne życzenie

Real-Madrid-vs.-Bayern-Munich

Real Madryt po raz siódmy z rzędu zameldował się w półfinale Ligi Mistrzów. Jego rewanżowe starcie z Bayernem Monachium przyniosło wszystko, to co najlepsze w piłce nożnej – zaciętą walkę, wielkie emocje, spektakularne bramki i kontrowersyjne sytuacje. Niestety zaserwowano nam również to, co najgorsze w tym sporcie, czyli błędy sędziowskie, które w pewnym stopniu wypaczyły końcowy rezultat.

Goście przybyli na Bernabeu z wyraźnym planem. Atakować, atakować, atakować. Do awansu brakowało im w końcu dwóch goli. Dominacja Niemców dość szybko zaznaczyła się na boisku, ale nie można powiedzieć, że drużyna Carlo Ancelottiego była pewna siebie. Jak na zespół, który ma odrobić straty z rywalem najwyższego kalibru, piłkarze zagrali bardzo zachowawczo.

W tyłach zostawał Hummels i Boateng, a blisko koła środkowego operowali Xabi Alonso oraz Thiago. W ten sposób za ofensywę odpowiadali Ribery i Alaba z jednej strony, Lahm i Robben oraz wysunięty na szpicy Lewandowski. Akcje starał się wspierać Vidal, co szybko zaowocowało dla niego żółtą kartką, gdyż musiał pokrywać duże połacie boiska.

Z małymi wyjątkami, Monachijczycy mieli kontrolę nad przebiegiem spotkania, ale Real był cały czas w gotowości skorzystać ze swojego największego atutu – kontrataku. W ich grze nie było jednak agresywności, ani intensywności. Nie naciskali na „Królewskich” z nogą wciśniętą w pedał gazu, co nieco mnie zdziwiło.

Gospodarze także mieli dobry plan. Wyblokowali środek pola Bayernu i w ten sposób goście musieli atakować przede wszystkim w bocznych sektorach boiska, a tu świetnie dysponowani byli Marcelo i Carvajal. Nie przeszkodziło to jednak mistrzom Niemiec w stworzeniu sobie dogodnych okazji podbramkowych. Szczególnie Ramos prezentował się poniżej swojego poziomu, o czym poniekąd świadczy zdobyty przez niego gol samobójczy.

Goście wyszli na prowadzenie po rzucie karnym podyktowanym za faul na Robbenie. Przewinienie było ewidentne, a nieodpowiedzialnie w tej sytuacji zachował się Casemiro. Do jedenastki podszedł Lewandowski i pewnie ją wykorzystał. Plan Bayernu, choć niedoskonały, działał i wydawało się, że zawodnicy w czerwonych koszulkach są na jak najlepszej drodze do odwrócenia rezultatu tego dwumeczu.

Ale piłkarze z Monachium także słabo wyglądali w obronie. Po urazach wrócili Hummels i Boateng i dało się zauważyć, że nie są w pełni sił. Generalnie oba zespoły zanotowały sporo strat, a w ich grze przez całe 90. minut było wiele niedokładności jakby nie mierzyły się ze sobą najlepsze ekipy europejskiej piłki. Wielki był za to Ronaldo, który przez większość czasu może nie wnosić wiele do gry, ale w polu karnym przeciwnika jest zdecydowanie najlepszym piłkarzem na świecie. Wykorzystał niedobre ustawienie Bawarczyków i spóźnienie Lahma i szybko wyrównał wynik meczu.

W tym momencie wydawało się, że goście opadną z sił, że mentalnie już przegrali, ale nie poddawali się. W końcu sposobów na zdobycie gola jest naprawdę dużo, o czym najlepiej świadczy kandydat na najlepsze samobójcze trafienie roku – Sergio Ramos. Ciężko stwierdzić, czy Hiszpan chciał wybić piłkę, czy może podać ją do tyłu. Jedno jest ważne – wpakował ją do własnej bramki, a goście odzyskali wiarę w awans.

Ta wiara została jednak zachwiana przez Arturo Vidala, o którym wspominałem na samym początku. Chilijczyk bardzo wcześnie obejrzał pierwszą żółtą kartkę w tym spotkaniu i dziw bierze, że drugiej nie zarobił o wiele szybciej niż w ostatnich 10. minutach. Grał na granicy faulu przez cały mecz, ale w końcu taki jest jego styl.

Bayern po raz kolejny musiał zatem radzić sobie w dziesiątkę, a na horyzoncie rysowała się dogrywka. Dodatkowe 30 minut mogło okazać się dla nich zabójcze i tak też było. Pierwsze pytanie jakie należy tu zadać, to czy Ancelotti nie popełnił błędu zdejmując w tej sytuacji Lewandowskiego. Musiał wzmocnić defensywę, ale czy słusznym rozwiązaniem było poświęcenie Polaka? Gdyby nieco wcześniej boiska nie opuścił Ribery, wierzę że to on zszedł by z boiska. Najgroźniejszy był Robben, tyły potrzebowały wsparcia, a środek pola uporządkowania. Nie było innego wyjścia. Robert nie zagrał wybitnego spotkania, ale bardzo się starał. Schodził do boków, cofał się na własną połowę, był tam gdzie go koledzy potrzebowali, ale w starciu z Ramosem i Nacho nie wiele zdziałał.

Na boisku pojawili się Kimmich, Douglas Costa i Muller, ale nie wiele wnieśli do gry. Najlepiej z tej trójki spisał się ten ostatni i być może nawet coś by zdziałał, gdyby wszedł zdecydowanie wcześniej. Dla odmiany świetne zmiany zrobił Zidane. Przeczekał Bayern niczym wytrawny pokerzysta. Na dogrywkę do boju posłał pełnych sił Luisa Vazqeza i przede wszystkim Asensio, który zrobił różnicę, wypracował bramkę dla Ronaldo i sam wpisał się na listę strzelców.

Trzeba jednak zauważyć jedną rzecz. W trakcie tych dodatkowych 30. minut do remisu i eksplozji radości wśród kibiców „Los Blancos” doprowadził nie kto inny jak CR7. Sęk w tym, że gola zdobył z półmetrowego spalonego, którego sędziowie nie dostrzegli. Do tego momentu piłkarze Bayernu mądrze i dzielnie się bronili, jednocześnie przeprowadzając ataki. Real wcale nie wyglądał o wiele lepiej pod względem kondycyjnym od swojego rywala, więc wszystko mogło się zadziać. Kolejne bramki dla gospodarzy, to już po prostu zabójcze kontry z których „Królewscy” w końcu słyną.

Można się zastanawiać bo by było gdyby, ale nie ma to w tym momencie sensu. Real awansował do następnej rundy. Szczęście sprzyja lepszym, a tego wtorkowego wieczoru było wyraźnie po stronie kopaczy z Estadio Santiago Bernabeu. I niech ktoś teraz powie, że powtórki wideo nie są potrzebne. Rozumiem, że arbiter liniowy może być źle ustawiony, sędzia główny mógł nie nadążyć za akcją, a i tak miałby słabsze pole widzenia na tę sytuację, ale co w takim razie robił sędzia zabramkowy? Zmiany są potrzebne i to natychmiast. Być może powtórki powinny zostać wprowadzone wzorem tenisa. W końcu może także dojść do sytuacji, w której gra będzie co chwilę zatrzymywana w przypadku kontrowersyjnych akcji czy zachowań. Jest to kwestia paląca i wymagająca przemyślenia. I szkoda tylko, że znów zamiast wielu bramek i kolejnego wyczynu Ronaldo, zapamiętamy gola zdobytego z pozycji spalonej, który zmienił rezultat tej potyczki. Real wygrał 4-2,  Real po raz siódmy z rzędu zagra w półfinale Ligi Mistrzów, Real potwierdził swoją dominację w tym sezonie, a dokonał tego w taki, a nie inny sposób. Taki już jest futbol.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>