Rick i Morty – recenzja

Rick i Morty

Serial animowany dla dorosłych – dla wielu osób, to ciągle brzmi jak żart. W końcu bajeczki są dla dzieci, a w mniemaniu dużej grupy widzów tym właśnie są animacje. Nawet pomimo wielu pozycji, które już dawno przełamały takie myślenie jak choćby „South Park”, „Family Guy” czy „Archer”. Do tego grona można też dodać na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniającą serię „Rick i Morty”.

Gdybym miał krótko opisać wam o czym jest „Rick i Morty”, powiedziałbym, że to Marty McFly i doktor Brown na silnych psychotropach. Zresztą sam serial narodził się dzięki youtubowej serii „The real animated adventures of Doc and Marthi”, a Dan Harmon, jeden z twórców i producentów animowanego show, stwierdził że jest to po prostu „wypaczenie, pornograficzna dewastacja” głównych bohaterów „Powrotu do przyszłości”.

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z normalną amerykańską rodziną. Małżeństwo z dwójką dzieci – synem i córką – oraz powracający dziadek. Brzmi nudno, prawda? Dodajmy więc, że dziadek jest alkoholikiem i ekscentrycznym wynalazcą, który stworzył urządzenie pozwalające mu przemieszczać się pomiędzy wymiarami, pod garażem ma swoje tajne laboratorium w którym przeprowadza eksperymenty oraz zabiera swojego wnuka na galaktyczne podróże, a to dopiero początek.

W opozycji do szalonych przygód Ricka i Morty’ego mamy wątek Beth i Jerry’ego, bardzo niestabilnego małżeństwa, które dostarcza serialowi bardziej przyziemnych problemów i domowych kłótni. I wcale nie jest tak, że tylko niezwykłe historie z udziałem tytułowej dwójki są najbardziej ekscytującym punktem każdego odcinka, bo w przypadku rodziców Morty’ego zobaczycie inny rodzaj humoru.

Jest jeszcze Summer, córka i pierwsze dziecko państwa Smith, która jest typową nastolatką z XXI w. Najczęściej rozmyśla o swoich kolegach i koleżankach ze szkoły oraz chłopakach, a większość czasu spędza wpatrzona w ekran swojego telefonu. Prawda jest jednak taka, że każda z postaci ma tutaj bardzo dużo do zaoferowania, o wiele więcej niż mogłyby na to wskazywać powyższe opisy, a najczęściej ma to związek z nieprawdopodobnymi historiami, którymi autorzy oczarowują widzów.

Aby nie zdradzać wam zbyt wiele, Morty niemal zostaje ofiarą gwałtu, Summer razem z dziadkiem postanawiają zbudować potężną masę mięśniową i wymierzają sprawiedliwość szkolnym prześladowcom i nie tylko, Jerry niemal doprowadza do własnej śmierci, bo nie umie wykonać dwóch dobrych uderzeń kijem do golfa, a jego małżonka jest chirurgiem koni, co samo w sobie doprowadza do przekomicznych sytuacji. To chyba wiele mówi o tym, że to nie jest normalny serial.

Ale „Rick i Morty” nie porusza tylko fantastycznych tematów, nie jest jedynie komedią przygodową. W tle przewija się bowiem wiele poważnych życiowych problemów, które w sprytny sposób zostały przykryte sarkazmem, ironią czy po prostu rozpierduchą na wielką skalę. Jest to serial o rodzinie, o miłości, o przywiązaniu oraz braniu odpowiedzialności za własne czyny.

Jak do tej pory Adult Swim uraczyło swoich widzów dwoma sezonami serialu, a 1 kwietnia niespodziewanie wyemitowano premierowy odcinek trzeciej serii, której całość ma ukazać się jeszcze w te wakacje. W Polsce „Rick i Morty” dostępny jest na Netflix, zarówno z polskimi napisami jak i z dubbingiem. 22 odcinki to prawdziwa jazda bez trzymanki, a po ich seansie nie będziecie w stanie się doczekać na więcej!

Skoro już poruszyłem temat wersji językowej, to muszę stwierdzić, że zarówno oryginalna ścieżka dźwiękowa jak i dubbing stoją na najwyższym poziomie. Z pewnością usłyszycie tu kilka znajomych głosów. Jest tu choćby weteran animacji, Chris Parnell znany choćby z SNL czy „Archera”. Jest także Sarah Chalke, która szerokiej publiczności dała się poznać w „The Scrubs”. Głosu obu głównym bohaterom dostarcza z kolei współtwórca show, Justin Roiland, a nie ogranicza się on tu tylko do tych dwóch postaci. Jeśli znacie polską scenę dubbingową, to z pewnością skojarzycie Modesta Rucińskiego, Michała Głowackiego czy Jacka Bończyka, którzy doskonale pasują do swoich amerykańskich odpowiedników.

„Rick i Morty” to także serial, który nierzadko robi sobie jaja z popkultury. Uświadczycie tu choćby odcinków  nawiązujących do „Incepcji”, „Kosiarza umysłów”, „Koszmaru z ulicy Wiązów” czy „Pamięci absolutnej”. I nieważne czy twórcy odnoszą się do nich wprost czy wybierają bardziej subtelną formę przekazu, to wymienione epizody są prawdziwymi perełkami dla wszystkich geeków czy nerdów.

Jednym z najważniejszych aspektów serialu jest ciągłość wydarzeń. Gdy bohaterowie coś odwalą, ma to swoje konsekwencje, czasami bardzo poważne. Sezon nie składa się po prostu z kilkunastu zupełnie niepowiązanych ze sobą historii. Czasami następstwa dokonanych przez bohaterów czynów powracają w nieoczekiwanych momentach i całkowicie zmieniają kierunek, w którym show podąża.

„Rick i Morty”, to jeden z tych bardzo przemyślanych seriali, który po prostu nie mógł okazać się porażką. I nikomu nie powinny przeszkadzać bluźnierstwa, których jest wiele nawet w polskiej wersji językowej, ani kontrowersyjne zachowania Ricka (imprezowanie, seks, narkotyki i alkohol – pewnie żaden rodzic nie chciałby tego pokazać swojemu dziecku zbyt wcześnie), ani przemoc, której momentami jest od cholery. Dopracowana została formuła, postacie, dialogi, a show z każdym odcinkiem ewoluuje i nie da się przewidzieć co wydarzy się dalej. Pewnie wiele osób stwierdzi, że to po prostu tania zżynka z „Powrotu do przeszłości” przesycona wulgaryzmem, ale chyba właśnie takiego czegoś potrzebowaliśmy!

Jedno przemyślenie na temat “Rick i Morty – recenzja”

  1. ~sabina pisze:

    masz ciekawy styl pisania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>