Mega Komiks Nr 1 Silver Surfer – recenzja

Silver Surfer

W dzisiejszych czasach superbohaterowie zajmują coraz więcej naszego czasu. Od Avengersów, przez Batmana, aż po X-Menów. W całym natłoku filmów, książek, seriali i komiksów nie mogłem jednak odnaleźć jednej z moich ulubionych postaci, Silver Surfera. Postanowiłem więc przekopać się przez moją bibliotekę i dotarłem do jednego z bardziej oryginalnych komiksów z serii.

Przez całe lata 90., aż do 2003 r.  TM-Semic wydało ponad 900 publikacji, wśród których znalazło się wiele kultowych komiksów. Pierwszy numer serii Mega Komiks zaprezentował nam jedną z najciekawszych kolaboracji. Stan Lee i Jean „Moebius” Giraud wrócili do korzeni kosmicznego bohatera, tworząc „Silver Surfer: Przypowieść”, główną historię zawartą w zeszycie. Dla kontrastu z „W otchłani duszy” J.M. De Matteisa.

Już na wstępie możemy dowiedzieć się jak duże znaczenie w świecie geeków komiksowych ma lub powinna mieć „Przypowieść”. Znajduje się tu bowiem przedmowa napisana przez samego Stana Lee, który tłumaczy jak doszło do powstania tego zeszytu i przedstawia swojego partnera, znanego m. in. z takich serii jak „Blueberry”, „Incal”, czy „Arzach”.

Cechą wyróżniającą opowiadania o Srebrnym Surferze spośród wszystkich bohaterów Marvela jest duży nacisk na quasi-religijny, filozoficzny ton narracji i chęć zrozumienia przez kosmiczną istotę ludzi oraz samego siebie. I właśnie to mamy w „Przypowieści”. Akcja ma miejsce w niedalekiej przyszłości. Surfer został zapomniany przez ludzi. Na Ziemię powraca Galactus, który twierdzi, że zaprowadzi nowy porządek, a ludzie zaczynają czcić go jak Boga. Główny bohater nie wierzy jednak w intencje swojego byłego pana i postanawia porzucić życie w ukryciu i ponownie nas ocalić.

Komiks wyróżnia francuski styl, którego nie zobaczycie w większości amerykańskich zeszytów. „Moebius” nie zachowuje przez całą historię jednolitego stylu. Każda postać ma swój charakterystyczny wizerunek, który jednocześnie oddaje ich nastawienie oraz charakter. Nie znajdziecie tu wielu pojedynków, ale kosmiczne moce Surfera w zestawieniu z potęgą Galactusa stanowią niezapomniany obraz, który zapisze się w waszej pamięci.

W pewnego rodzaju kontraście do pierwszej historii, w zeszycie znalazła się dwuczęściowe opowiadanie „W otchłani duszy”. Pod względem artystycznym mamy tu bardziej typowy amerykański styl. Już sama akcja zaczyna się od pościgu za Surferem uznanym za zagrożenie. Wojska powietrzne chcą go zestrzelić i ukazana zostaje wielka moc bohatera. Jednak podobnie jak w przypadku „Przypowieści”, tutaj także został poruszony poważny temat, gdyż kosmiczna istota stara się odblokować dostęp do swojej pamięci i zrozumieć swoje emocje. Do tego zobaczymy także najpopularniejszego Marvelowskiego czarodzieja.

Pierwszy nr serii Mega Komiks przywraca Srebrnego Surfera do komiksowych łask. Być może nie zawiera skomplikowanych i zaskakujących historii, ale z pewnością naciska u czytelnika różne wrażliwe guziki. Jest to pozycja absolutnie obowiązkowa dla komiksowych geeków, która może zginąć w tłumie superbohaterskich pojedynków. Oby ten zeszyt przypomniał wszystkim jaki potencjał tkwi w byłym heraldzie Galactusa.

Jedno przemyślenie na temat “Mega Komiks Nr 1 Silver Surfer – recenzja”

  1. ~niunia pisze:

    pozdro dla autora, masz talent:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>