Rekiny wojny – recenzja

źródło: filmweb.pl

Stany Zjednoczone Ameryki to taki kraj w którym wszystko jest możliwe. Tym samym jest to kraj, który bardziej niż ktokolwiek inny daje nam lekcje z których powinniśmy czerpać wielkimi garściami. Wygląda bowiem na to, że na tyle inteligentnych osób jakie się tam urodziło, przypada drugie tyle osób, które rozum trzymają schowany gdzieś głęboko. Chciałbym wam właśnie powiedzieć o dwóch takich osobach.

Konkretnie chodzi mi o Efraima Diveroliego oraz Davida Packouza, dwóch przyjaciół z dzieciństwa, którzy postanawiają wspólnie dorobić się wielkich pieniędzy na handlu bronią. Historia oparta jest na faktach, a została w zeszłym roku zaprezentowana w formie filmu „Rekiny wojny”.

Wspomniany Efraim, w którego wciela się Jonah Hill, to prawdziwy manipulator i oszust, który zarabia na kłamstwie. Odgrywany przez Milesa Tellera David Packouz, to z kolei jego przeciwieństwo, ciężko pracuje żeby się dorobić i choć nie spełnia swoich marzeń, to nie ma zamiaru iść na skróty. Przynajmniej dopóty dopóki nie odnawia swojej znajomości z Efraimem.

Dwaj młodzi mężczyźni wchodzą z przytupem w świat handlu bronią, a widz może się przekonać jak bezlitosne zasady nim rządzą i co trzeba zrobić żeby w nim przetrwać. Za reżyserię odpowiada Todd Phillips, twórca „Kac Vegas” więc głośna muzyka, dużo humoru i niewyobrażalnych sytuacji to normalka. Temat jest jednak na tyle poważny, że można zastanawiać się czy jest to odpowiednia forma dla zaprezentowania tej historii.

Rekiny wojny” na pierwszy rzut oka przypominają skondensowaną, młodzieżową wersję „Wilka z Wall Street”. Jest tu w końcu Jonah Hill, który specjalnie roztył się do tej roli, gra cwaniaka o głupkowatym śmiechu, a swoją pracę uważa za świetną zabawę. Jest też Miles Teller, który stanowi to ogniwo, na którym z pewnością los odegra się w najgorszy możliwy sposób, a widz może się tego spodziewać już od samego początku. Są też bluźnierstwa, szalona zabawa i niebezpieczne kontakty z handlarzami bronią.

Film może nie mieć w sobie cech wielkiego arcydzieła, ale sposób ujęcia fabuły spełnia swoje cele. Wszak oszukiwanie państwa, nie dbanie o podstawowe obowiązki każdego pracownika i pracodawcy oraz chęć do pójścia na skróty, to cechy charakterystyczne największych amerykańskich katastrof, a ta nie była akurat dostatecznie nagłośniona. Teraz się to jednak zmieniło, a widz znów musi zachodzić w głowę jak to wszystko jest w ogóle możliwe? I to w tym wielkim, wspaniałym kraju?

Przez cały film towarzyszył mi niesmak związany z działaniami Efraima i Davida, a jego zakończenie tylko spotęgowało moje odczucia. Możecie być obrzucani dowcipami, pościgami, kontaktami ze świadkiem przestępczym, ale cały czas myśl o sposobie ich działalności zostaje wam z tyłu głowy, a przesłanie tej produkcji powinno dotrzeć do każdego, nawet najgłupszego odbiorcy. W końcu tytułowe rekiny muszą przejść przez ocean pokonując pływające w nim zagrożenia, nieważne jakie będą tego koszty. 

2 przemyślenia na temat “Rekiny wojny – recenzja”

  1. ~sex telefon pisze:

    pozdro dla autora, masz talent:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>