Akademia Skylanders sezon 1. – recenzja

Jakiś czas temu zacząłem przyglądać się animowanym produkcjom Netflixa. Jako, że w przypadku seriali aktorskich udało się osiągnąć wielki sukces, zastanawiałem się, czy tym razem będzie podobnie. Udało mi się obejrzeć „Tarzan i Jane”, który zrecenzowałem tu i nabrałem ochoty na więcej. Przedstawiam „Akademię Skylanders”.

Wszystko zaczęło się od serii gier „Skylanders” produkcji Activision. Tytuł okazał się sukcesem i doczekał się, aż sześciu części, które ukazywały się na przestrzeni lat 2011-2016. Kolejne sześć części zostało wydane na platformę mobilną, zabawy starczy więc na długo. A jeśli dla was to nadal za mało, to możecie także przyjrzeć się specjalnym figurkom. W grze wcielamy się w postacie, które bronią krainy Skyland przed nadchodzącymi atakami zła i Kaosa.

Przejdźmy jednak do serialu, a ten nie jest w żaden sposób fabularnie powiązany z grami. Moja nieznajomość żadnej z części nie była zatem problemem, a animację mogłem spokojnie ocenić bez względu na wielki sukces gry. „Akademia Skylanders” zadebiutowała na platformie Netflix pod koniec października ubiegłego roku. Śledzimy losy uczniów akademii, którzy chcą zostać pełnoprawnymi skylandersami i zwalczać wszelkie zło.

Serial liczy sobie 12. odcinków, z których wszystkie poza premierowym (44 minuty) trwają 22 minuty i w większości przypadków skupiają się na oddzielnej historii. Pojawiają się jednak wątki, które przewijają się przez całość produkcji, które z pewnością będą kontynuowane. Na początku w centrum historii znajduje się Spyro, bardzo pewny siebie i utalentowany smok, choć z tendencją do lenistwa. Z czasem poznajemy kolejne postacie, a każda z nich dostaje swój czas aby zaprezentować swoje wady i zalety.

Mamy zatem, chyba najśmieszniej nazwaną postać z jaką się spotkałem, Stealth Elf, czyli skradającego się elfa, najmądrzejszą w grupie, Eruptora o sile wulkanu i trudnym temperamencie, czy Kaosa, głównego złoczyńcę, który chce zniszczyć cały Skyland, ma manię wielkości i boi się swojej matki. Poznacie całą plejadę kolorowych bohaterów, którzy nie nudzą się ani na chwilę.

Jeśli chodzi o animację, to nie można się do czegokolwiek przyczepić. Część z widzów, która miała okazję zagrać w którąkolwiek z części „Skylanders”, z pewnością miała duże oczekiwania jeśli chodzi o oprawę wizualną, a ta stoi na wysokim poziomie, bez żadnych wpadek. Jest latanie, zianie ogniem, wybuchy oraz masa zaklęć, wszystko jak najmilsze dla każdego oka.

Z początku pomyślałem, że to tylko kolejny serial dla zabicia czasu, bez większego zacięcia fabularnego, jadący na popularności, wypracowanej na rynku gier, marki. Z wielką przyjemnością stwierdzam jednak, że tak nie jest. Co prawda niektóre odcinki mogą wydawać się bardzo sztampowe i powtarzalne, ale to co sprawia, że do serialu chce się wracać, to bohaterowie. Radzą sobie oni z różnymi problemami, a przede wszystkim uczą się na własnych błędach i dają dobry przykład dla każdego z najmłodszych widzów.

Silną stroną „Akademii Skylanders” jest także humor, którego tu nie brakuje. Zdarzają się oczywiście żarty i gagi, których dzieci mogą nie zrozumieć, ale narzucony ton narracji sprzyja pojawieniu się na twarzy przysłowiowego banana. W serialu znajdzie się także kilka niespodzianek, szczególnie pod koniec sezonu i co po niektórym szczęka może opaść na ziemię. Musicie sami się przekonać.

Miałem okazję obejrzeć polską wersję językową serialu i tu także utrzymano wysoki poziom. Zresztą cały polski świat dubbingu jest godny pochwały, szczególnie w przypadku wszelkiego rodzaju animacji. Jeśli jednak wolicie oryginalną ścieżkę dźwiękową, to także tu czeka na was pozytywna niespodzianka. Usłyszycie bowiem kilka znajomych głosów jak choćby Justina Longa, Ashley Tisdale, czy Jonathana Banksa (tak, to Mike z Breaking Bad!). Co ważne, nie znajdziecie tu głosu, który nie pasowałby do odgrywanej postaci, a to najlepsza wiadomość dla waszej wyobraźni.

„Akademia Skylanders” to produkcja naprawdę warta obejrzenia. To nie jest kolejny zapychacz czasu. To świetna opowieść dla najmłodszych, opowieść o dorastaniu i byciu odpowiedzialnym za swoje czyny, osadzona w fantastycznym świecie Skylandu, okraszona mniejszymi i większymi walkami, niezwykłymi mocami, a przede wszystkim, jak mawia moja siostra, „odrobiną pomyślunku”. To serial, który pokazuje jak należy wykorzystać sukces gier wideo w odpowiedni sposób, a wbrew pozorom nie zawsze się to udaje. Polećcie serial swoim dzieciom, rodzeństwu, potomstwu znajomych i obejrzyjcie sami, bo to serial z gatunku tych, które potwierdzają tezę, że animacja jest nie tylko dla dzieci, w końcu pracują nad nią dorośli.

Jedno przemyślenie na temat “Akademia Skylanders sezon 1. – recenzja”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>