Nienawistna Ósemka – recenzja

źródło: filmweb.pl

Z „Nienawistną Ósemką” wiąże się kilka ciekawych historii. Gdy scenariusz wyciekł do internetu, film mógł wcale nie powstać. Następnie odbyło się jego czytanie na żywo. Jak to jednak czasem w życiu bywa, Tarantino zmienił zdanie i postanowił nakręcić western. Zapewne wiele osób przestraszyło się, gdy przeczytało, że film trwa niemal trzy godziny. Pojawiały się głosy, że ekscentryczny reżyser nieco przesadził i pogubił się we własnej twórczości. Czy rzeczywiście?

Fabuła skupia się na łowcy nagród, który wiezie zabójczynię na stryczek. Po drodze, w Wyoming spotyka kolegę po fachu, który zmierza w tym samym kierunku ze swoją zdobyczą. Nadciąga jednak potężna zamieć i zostają zmuszeni przeczekać ją w pobliskiej gospodzie. Nie brzmi to jak typowy film Tarantino, bo zresztą taki nie jest. Od początku Tarantino zalewa ekran długimi ujęciami zaśnieżonego stanu, a w tle słychać, zwiastującą krwawe wydarzenia, muzykę Ennio Morricone.

Zaczyna się więc spokojnie, zresztą jak w każdym dziele Tarantino. Tytułowa ósemka spotyka się ze sobą w Pasmanterii Minnie, a fabuła filmu toczy się w tej zamkniętej przestrzeni już do samego końca. Bardzo przypomina to nakręcone przedstawienie teatralne i być może takim powinno zostać, zamiast trafić na srebrny ekran. Zatem przez większość czasu wsłuchujemy się w dialogi między kolorowymi postaciami, a takich tu nie brakuje.

Zresztą artysta nie miał nigdy problemów ze stworzeniem interesujących, pełnych wad bohaterów, niejednoznacznych moralnie. A obsada jest gwiazdorska. Tarantino zebrał swoich najlepszych współpracowników i dodał kilka bardzo ciekawych wyborów. Mamy więc Samuela L. Jacksona, Michaela Madsena, Tima Rotha i Kurta Russela. Gdy do tego dołączymy Bruce’a Derna, Jennifer Jason Leigh, Demiana Bichira i Waltona Gogginsa, to ciężko tutaj o porażkę bez względu na scenariusz. Ciężko tu zresztą któregokolwiek z nich wyróżnić, bo wszyscy są po prostu świetni w swoich rolach. Każdy z nich wnosi coś innego i unikalnego, a razem stanowią wybuchową mieszankę.

Fabuła jest, muzyka jest, aktorzy są, więc czego brakuje? Brakuje po prostu akcji. Sama historia trzyma w napięciu, szczególnie od momentu gdy łowca nagród, John Ruth sugeruje, że jedna z osób w pomieszczeniu nie jest tym za kogo się podaje i zamierza odbić jego więźniarkę. Do tej pory w zasadzie wiele się nie dzieje i jakoś trzeba to przetrwać. Są oczywiście genialne teksty bohaterów jak np. ten „Tak, Szeryfie, tak już jest ze starymi mężczyznami. Możesz ich skopać ze schodów i powiedzieć, że to był wypadek, ale nie możesz ich po prostu zastrzelić”. Nie brakuje także krwi, choć tej jak na standardy Tarantino jest naprawdę niewiele. Reżyser skupia się na relacjach między postaciami, które są ciekawe, ale potrafią wybić z rytmu filmu widza, żeby nie powiedzieć, że mogą uśpić.

Tarantino poszedł w zupełnie innym kierunku niż dotychczas. Jego najnowsze dzieło sprawia wrażenie hołdu dla jego twórczości i jest swego rodzaju powrotem do przeszłości. Grupa osób zamknięta w jednym budynku, aż prosi się żeby wspomnieć o „Wściekłych Psach”, bo są to „Wściekłe Psy” na Dzikim Zachodzie. Tu nie ma jednak tyle krwi, akcji, soczystych dialogów. Film jest wręcz stworzony dla największych fanów twórczości reżysera, bo znajdzie się tam wszystko co u niego najlepsze. W małym stopniu przypomina to western, choć realia historyczne zostały zachowane i każdy z łatwością się w nich połapie.

Jako gorliwy zwolennik twórczości Tarantino, zalety zdecydowanie przysłaniają w moim mniemaniu wady filmu. Jak tu nie zachwycić się maestrią z jaką reżyser wykorzystuje ograniczoną przestrzeń i na kilkunastu metrach kwadratowych potrafi widza zaciekawić. Testuje jednak naszą cierpliwość. Jeśli więc czekacie na fajerwerki, to może darujcie sobie ten tytuł, bo możecie się ich nie doczekać. Jeśli jednak macie wolny wieczór, to sięgajcie śmiało i dajcie się ponieść kolejnej paradzie z kolorowego i absurdalnego świata filmów Tarantino.

7/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>