Komórka – recenzja

źródło: filmweb.pl

Post-apokaliptyczne motywy na dobre zawładnęły umysłami twórców. Ileż to filmów na ten temat już powstało. Niestety nie wszystkie z nich trzymały równy poziom. Mieliśmy „Księgę ocalenia”, „Drogę” czy „World War Z”, a z drugiej strony mnóstwo średnich tytułów, które do gatunku nic nowego nie wnosiły. Podobnie rzecz się ma z „Komórką”.

W 2016 r. pojawiła się kolejna ekranizacja prozy Stephena Kinga. Tym razem Hollywood wzięło na tapetę powieść pt. „Komórka”, opowiadającą o tym jak wysłany przez telefony komórkowe sygnał zmienił ludzi w coś w rodzaju zombie. Na wstępie warto zaznaczyć, że książka ukazała się 10 lat temu. Gdyby zatem została zaadaptowana na potrzeby filmu właśnie wtedy, mielibyśmy do czynienia z powiewem świeżości w tym gatunku. Tak się niestety nie stało.

Główną rolę gra tu John Cusack, dla którego nie jest to pierwszy film z pod pióra Kinga, podobnie zresztą jak w przypadku jego ekranowego partnera, Samuela L. Jacksona. Pomiędzy obu panami jest niezaprzeczalna chemia i nie można nic zarzucić ich występowi. Główny bohater, Clay Riddell, postanawia po roku wrócić do domu. W międzyczasie pracował nad swoim komiksem, który w końcu ma zostać wydany. Na szczęście dla niego, na lotnisku wyładowuje mu się telefon. Chwilę później komórki zaczynają wydawać przeraźliwy dźwięk, a ludzie zmieniają się w prawdziwe bestie. Clay wkrótce spotyka niezainfekowane osoby i razem ruszają w kierunku jego domu.

komórka

Samej historii można co nieco zarzucić. Bohaterowie mogliby (i zapewne w rzeczywistości tak by zrobili) od razu udać się do Kashwak, miasta które ma stanowić bezpieczną oazę dla niezarażonych. Tak jednak nie jest. Po drugie, biorą ze sobą komórkę, co samo w sobie stanowi zagrożenie, o czym zresztą się przekonują.

Wydaje się, że film nie zmierza w żadnym konkretnym kierunku. Niby Clay chce uratować swojego syna, o którego bezpieczeństwo tak bardzo się obawia, ale w zasadzie w tej podróży nie ma zbyt wielu przeszkód. Nie dowiadujemy się również z „Komórki” co lub kto stoi za całą sytuacją. Jeśli więc spodziewaliście się filmu, w którym apokalipsa zostanie zażegnana, to jesteście w złym miejscu. Co zaś się tyczy rozszalałego tłumu, to można rzec że autorzy poszli na łatwiznę, bo w sumie ci „zombie” nie różnią się wyglądem od normalnych osób.

„Komórka” to po prostu obraz jakich wiele. Stephen King świetnym autorem jest. O tym nie muszę chyba nikogo przekonywać. Niestety jednak większość z jego znakomitych powieści, została przekształcona w średniej klasy kino. Oprócz „Komórki” do głowy przychodzi przecież choćby serial „Pod kopułą” czy najnowsza „Carrie”. Po seansie tego filmu nic nie zyskacie i nic nie stracicie, więc wybór należy do was.

Ocena 5,5/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>